Dotyczy odejścia Proboszcza naszej Władysławowskiej Parafii, księdza Stanisława Gładysza !
Nie jestem zbyt gorliwym katolikiem, choć staram się uczęszczać do kościoła w miarę sił i czasu. Nie zaniedbuję, wspólnie z rodziną, obowiązków innych, jakie z przynależności do wspólnoty parafialnej na mnie spoczywają. Zarazem zawsze byłem przekonany, że nam Polakom nie dostaje tej cnoty, jaką jest wspólne budowanie, tworzenie tego, z czego nie tylko ja, czy ty, ale my wszyscy możemy korzystać. Z tej filozofii życiowej oraz z poczucia należenia do Kościoła rzymsko -katolickiego, wspierałem wszelkie szlachetne działania duchowieństwa i wiernych, a zwłaszcza osób duchownych, które ciągnęły nas wszystkich, jak to się mówi do "przodu " jako społeczność. Wybitną osobą w tym duchowym kształtowaniu nas, w sensie czynienia nas lepszymi chrześcijanami i obywatelami, w okresie ostatnich lat, ba chyba w całym tym czasie po słynnym nieżyjącym już proboszczu ks. Piłacie, budowniczym naszej pięknej świątyni, jest ksiądz Stanisław Gładysz. Pokazywał on nam wszystkim, co i jak należy zrobić, jak postępować nacodzień, aby Kościół i Ojczyzna, wolna Ojczyzna, stawały się domem dla każdego z nas, domem, gdzie znajdziemy nocleg i strawę, a przede wszystkim miłość wzajemną. Znajdował czas,kiedy inni go nie mieli, aby coś dobrego uczynić, komuś pomóc, coś ulepszyć, uszlachetnić. Miał siły i czas dla dzieciaków, kiedy zimą jechał organizować zimowiska dla dzieci, miłość i ojcowska troska kazały mu organizować szeroko przyparafialne koła zainteresowań dla uczniów, rozwijać zdolności dzieci i młodzieży kaszubskiej wychodzące naprzeciw wyzwaniom nowoczesnego świata, przygotowując je w ten sposób do niełatwego życia w świecie konkurencji. Inną domeną organizatorskiej jego pracy było wprowadzenie dożywiania dla osób biednych, zapomnianych, tych, z którymi los obszedł się po macoszemu. A takich osób u nas nie brakuje, choćby wydawać się mogło, że jest ich niewiele w naszych dość zamożnych stronach. Ale on wiedział dobrze jak na dobrego pasterza przystało, że potrzebujących wsparcia duchowego i tego ludzkiego,w trudnej prozie codziennego bytowania, nie brakuje. Nie zapomniał o nich. Upiększając nasze otoczenie, otoczenie kościoła, cmentarz, ciągi spacerowe, organizując koncerty i inną działalność wychowawczą i kształcącą, pokazywał, jak wiele możemy uczynić, jacy jesteśmy zdolni, kiedy znajdzie się dobry obywatel, ksiądz czy inny organizator życia społecznego. Umiał, powołując się na kanon miłości bliźniego, przekonać zamożnych, tych, którym się powiodło, aby nie szczędzili grosza na dobro nasze wspólne. Uszlachetniał ich, czynił lepszymi, wrażliwymi na nasz wspólny los.
Podczas ostatniej kolędy na pytanie księdza o działalność proboszcza w parafii odrzekłem szczerze: potrzeba nam w Polsce nie tylko takich proboszczów, ale i burmistrzów, wojewodów i posłów.
Wieść o odejściu Proboszcza w świetle tego, czego nauczał nasz Ojciec Święty Jan Paweł II, i co drogowskazem dla nas wszystkich ma być, w obliczu tych wielkich dokonań ( na miarę parafii), które miały miejsce w tak krótkim czasie za sprawą proboszcza, tego szlachetnego i mądrego kapłana, napawa mnie smutkiem. Wiedzie do przemyśleń, czy naród nasz obroni to dziedzictwo Jana Pawła II, które zawiera się w słowach tak bliskich nam wszystkim " Nie lękajcie się „, skoro nie jesteśmy na siłach obronić tych, co zawierzają tym słowom. Pokonać zła, które ma różne oblicza.
Roman Fabisiak 01-06-2005 10:34