W trakcie pożegnania ks. Proboszcza padło sporo słów z ust naszych mieszkańców wypowiedzianych głośno- publicznie. Być może niektóre z nich nie były stosowne do uroczystości, wymagają jednak wyjaśnień.
W okresie kadencji ks.Gładysza zaszło sporo zmian ogólnospołecznych.
Jako społeczeństwo po wielu latach utworzyliśmy jedność lokalną, w której zatarły się wcześniejsze podziały.
Trudno w tym miejscu nie dostrzec zasług Proboszcza, który przy okazji festynów, koncertów, czy uroczystości patriotycznych gromadził wokół parafii nas wszystkich.
Równolegle nie sposób pominąć zmian w sposobie funkcjonowania kościoła we Władysławowie.
W kościele pojawiły się takie elementy jak humorystyczne wypowiedzi, oklaski, radość, muzyka pop, fajerwerki czy wspólna zabawa. Jeżeli "...kichnięcie może mieć wymiar ekumeniczny" to radość i oklaski z pewnością mogą być elementem naszej religii.
Skoro było tak dobrze - taką świadomość uzyskuję się zazwyczaj po czasie - to, dlaczego w tej chwili jesteśmy podzieleni?
Nie da się zaprzeczyć, że atmosfera wokół okoliczności odejścia ks. Proboszcza jest owiana różnymi pomówieniami, a mieszkańcy prowadzą spory. Sytuacja ta potwierdza, że mamy świadomość zaistniałych zmian w ostatnich latach, ale rodzi podstawowe pytanie:
KOMU ZALEŻAŁO NA PODZIALE NASZEJ SPOŁECZNOŚCI?
Byłoby naiwnością tłumaczyć parafialną aferę zwykłym przypadkiem i "dobrem kościoła"
Z drugiej strony nie można się dziwić, że przy tak szerokiej działalności ks. Proboszcza znalazły się osoby krytykujące i wyrażające swoje niezadowolenie z jego inicjatyw (w myśl prawdy, że łatwiej skrytykować niż samemu coś zrobić). Jednakże trudno przyjąć, że garstka niezadowolonych osób mogłaby podzielić naszą społeczność.
Wsłuchując się w relację delegatów Rady Parafialnej, którzy w imieniu mieszkańców Władysławowa wyjaśniali sprawę odwołania Proboszcza w biurze archidiecezji gdańskiej wyrażnie widać, że sprawa jest bardziej złożona, a stanowisko hierarchów Kościoła sprowadza się do następujących prawd:
- Kościół jest wieczny i trwa 2 tyś. lat
- hierarchowie są wielcy i wiedzą, co jest dobre dla Kościoła
- społeczność parafialna nie ma wpływu na decyzję administracyjne w swojej parafii, a nawet gdybyśmy zebrali 20 tyś. podpisów pod swoją prośbą to i tak nie zostanie ona uwzględniona.
Czyżby nasi delegaci chcieli wskazać, że to administracja Kościoła przyczyniła się do podziału naszej społeczności w imię "dobra Kościoła" ?
W naszej historii mieliśmy okres, gdy Gdańsk był dla Kaszub Chłańskiem, w którym interesy administratorów były sprzeczne ze sprawami Kaszubów. Czy podobieństwo sytuacji powinno być aprobowane?
Niedawno razem żegnaliśmy w sposób najbardziej uroczysty naszego Ojca Świętego. To ten Papież wzywał, aby odezwał się "głos sumień wołających o poszanowanie godności człowieka, głos wołający o wolność, o sprawiedliwość i o międzyludzką solidarność".
Czy na władysławowskiej plaży, gdy żegnaliśmy Papieża pożegnaliśmy Jego nauki?
Nie sposób znaleźć odpowiedź na te pytania nie spoglądając na własne podwórko, które przypomina sytuację po sztormie. Chyba sami musimy uporządkować ten bałagan, aby przywrócić zachwiane poczucie jedności. Z lekcji historii można wyciągnąć wnioski, że samo przemilczenie problemu nie likwiduje zagrożenia, a sytuacja, że ktoś nas w tym wyręczy po raz kolejny może nas zawieść.
Redakcja
Mam kilka powodów, aby pójść w niedzielę do Swarzewa:
1- aby podziękować Bogu za zmiany, które zaszły w naszej społeczności, że ludzie nie dają się zwieść hasłom pseudoprzywódcom, że mieszkańcy stają bezinteresownie w obronie pojedynczego człowieka i to mimo świadomości, że hierarchowie i tak nie zmienią decyzji.
2- aby zademonstrować swój sprzeciw wobec decydentów i takich społeczników, którzy na potrzeby swoich spraw są gotowi dopuścić się każdej podłości.
3- aby dać poparcie tym ludziom, którzy się nie godzą na niszczenie godności człowieka i czują się współodpowiedzialni za naszą społeczność.
Po raz pierwszy jestem dumny z tego, że jestem mieszkańcem Władysławowa, z tego, że to ludzie sami bez udziału organizacji świeckich czy kościelnych wyrażanie zademonstrowali swoje stanowisko sprzeciwu wobec zła i tej postawy nie zmieniają.
kaszub 10-06-2005 23:08
znam księdza Gładysza jeszcze ze Szczecina i osobiście uważam go za bardzo dobrego kapłana - pełnego życia
zawsze z dziećmi chodziliśmy na msze które prowadził, kazania były ciekawe, a dla dzieci zrozumiałe
pamiętam dzień, kiedy przyznano mu order uśmiechu
a ,,serduszka" - zespół,który tak wspierał to naprawdę chluba parafii pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa
nie znam spraw z Władysławowa, dlatego nie będę się wypowiadał na ten temat, ale pamiętam dzień kiedy ks Stanisław odchodził z parafii w Szczecinie - to była dla nas wielka strata...... żaden z księży , chociaż próbowali nie potrafił wypełnić pustki po ks. Stanisławie.
Obecnie mieszkam na kaszubach i jest mi smutno i żal , że nie szanuje się pewnej inności(czy to zawiść, czy zwykła obłuda) a może Ty ,,x'' czy Ty ,,y'' uważasz siebie za świętą wyrocznię .................
wszystkim ludziom którzy potępiają nowatorstwo życzę wszystkiego dobrego
Szczęść Boże
Ireneusz k 05-08-2008 23:59
To już trzy pełne lata jak odszedł z Władysławowa ks. St. Gładysz. Szkoda. To był Wielki Kapłan. Myślę, że teraz mieszkańcy widzą to nazbyt dokładnie. Ja z moimi dziećmi i wnukami mogłam odbierać nauki, słuchać słowa i uczyć się od tego Wielkiego Kapłana właśnie miłości, tak potrzebnej nam grzesznym, tylko przez wakacyjny miesiąc. Zresztą napisałam do Ojca Prowincjała i wyraziłam swoje zdanie, a sądzę że choć we Władysławowie "obca" to w rodzinie katolickiej jeden z jej członków. No, ale cóż wszędzie gdzie dobro Szatan szaleje. I ta Parafia nie obroniła się. W tym roku (2008) również byłam. To już nie jest "moje" Władysławowo. Handel w niedzielę. Wiele wrzasku. Kościoła nie słychać. A to co działo się na najpiękniej chyba sprawowanym Nabożeństwie Fatimskim? Brak zainteresowania ze wszystkich stron i duszpasterzy również (to nie było Misterium - to było odprawienie, bez ducha) zasmucił mnie bardzo. W codziennej modlitwie pamiętam o Waszym Władysławowianie Pasterzu mając nadzieję, że Matka Boża którą ukochał szczególnie ma Go w swojej opiece. Modlę się i za Was, a szczególnie za tych, którzy przyłożyli swój "języczek", swoją "rękę", ale nie osądzam. Pan niech będzie dla Was miłosierny. Dziwię się tylko jak spokojnie przystępujecie do Sakramentów Świętych, nie wynagradzając krzywdy moralnej jaką wyrządziliście temu Kapłanowi. Być może On sam zaprzeczy i powie, że jest szczęśliwy na swojej nowej misji. No cóż, już taki był. Pozdrawiam Was i modlę się Warszawianka
Anna ziółkowska 15-11-2008 11:20
Szanowna Pani Anno Ziółkowska, bywała tu Pani tylko miesiąc podczas wakacji i widziała Pani tylko to co ten niby wielki kapłan chciał, aby ludzie widzieli. On jest wielkim, ale aktorem. Nie zna Pani jego drugiego oblicza i może dobrze, bo to oblicze paskudne. On najbardziej kocha siebie, pieniądze, wódę i ... no właśnie to, co go zgubiło. Proszę mi wierzyć, że nie zna Pani prawdy, tylko jego powłokę, którą przybierał.
Internauta 30-11-2008 21:32